W Krakowie mroźno. Zresztą jak w całym kraju…
Niedawno rozmawiałem ze znajomą z Egiptu, która mi opowiadała, że będzie chyba musiała sobie kupić skarpetki, bo w samych sandałach jej za chłodno tej zimy. Jeśli o mnie chodzi, to skarpetki już mam – grube, wełniane i wysokie buty z kożuszkiem w środku, na solidnej podeszwie z dodatkową wkładką pod stopą. Nie wspomnę już o futrzanej czapce, a zdarza się, że naciągam na nią kaptur ocieplanej kurtki. Pod kurtką polar, pod polarem sweter, pod nim koszula sztruksowa, a jeszcze bliżej ciała podkoszulka z długim rękawem… No, ale coś za coś. Im Internet często siada.
Matt Kowalski opowiadał wczoraj w Trójce o didżejach, defałdżejach i mejnstrimowych dużych lejblach. Chyba wolę egipski. Przynajmniej nic mnie w nim nie bulwersuje, bo i tak nie spodziewam się niczego zrozumieć. No i te skarpetki na zimę, bo w samych sandałach za chłodno…
Małysz tymczasem modlił się do Boga, przed dzisiejszym konkursem, żeby dał mu spokój. Potem się roześmiał zamieszany i poprawił – miałem na myśli, żeby dał mi spokój ducha przed skokami. Czasem można mówić czystą polszczyzną, a i tak wynikną z tego nieporozumienia.
Może lepiej nic nie mówić… Nie trzeba się będzie później irytować bełkotem pseudoangielskim (jeśli już, to diwidżeje, a nie defał…) ani tłumaczyć w zażenowaniu, że Bóg jest ok. No i te skarpetki na zimę, bo w samych sandałach za chłodno…

ja na co dzień to mam - piszę jedno a wychodzi co innego! Nawet z koleżanką SMS-em potrafię żłe dogadać się , raczej dopisać się. Wszystko kwestia "opcojęzykowania", niestety budowa zdania w języku nie ojczystym nadal potrafi mnie zaskoczyć :)))
OdpowiedzUsuń na zawsze