Masz jakiś zużyty bilet z Krakowa?
Takie pytanie zadał mi kilka tygodni temu przyjaciel w Warszawie. Miałem akurat. Trochę zdziwiony wyjąłem go z portfela. Wyglądał niemal identycznie jak ten po lewej. Okazało się, że znajomy mojego przyjaciela kolekcjonuje bilety. Wtedy po prostu przyjąłem to do wiadomości bez głębszego zastanowienia. Teraz po tych kilku tygodniach, zacząłem mu zazdrościć. Ciekawe hobby. Nie zbierałem znaczków jako siedmiolatek, nie kolekcjonowałem monet, nie mordowałem motyli by je przyszpilić. Właściwie, to chyba niczego w życiu nie zbierałam, poza krótkim okresem, kiedy wpadł mi do głowy pomysł kolekcjonowania kostek do gry. Kilka Jeszce gdzieś mam…
Niedawno był w TV reportaż o gościu, co ma hopla na punkcie biletów wstępu na mecze piłkarskie. Niesamowita kolekcja! Każdy bilet ma swoją historię, każdy z innej epoki: od prostego wydruku, przypominającego raczej przybitą pieczątkę na świstku papieru, do elektronicznie zabezpieczonej karty wstępu z jakiegoś meczu z Wysp.
Zbieranie czegokolwiek wymaga czasu i determinacji. Nie wolno nagle przerwać czy zmienić zdania i przerzucić się z misiów pluszowych na butelki po piwie. Każda kolekcja ma sens dopiero po kilkudziesięciu latach żmudnego zbieractwa. Rzecz w tym, że nie mamy w sobie tyle motywacji by cokolwiek zbierać. Z jednej strony podziwiam takich ludzi (nie wiem czemu, ale przeważnie są to panowie) jak tego od biletów czy jeszcze bardziej pewnego kolekcjonera starych aparatów radiowych z krakowskiego Podgórza, a konkretnie z ulicy bodaj Długosza czy jakieś innej w bok od Kalwaryjskiej (Wpadłem tam kiedyś przypadkiem szwendając się po bramach i podwórkach (przepraszam — podworcach) w celu znalezienia ciekawego motywu do sfotografowania. Znalazłem tymczasem komis z wszystkim po trochu, a zwłaszcza z radiami. Niektóre są na sprzedaż, ale jest też biegnąca dookoła lokalu półka gdzieś pod sufitem, na której stoją ukochane egzemplarze nie do sprzedania za żadną ceną. Wystarczy się zainteresować a już czeka nas dwugodzinny wykład nie tylko na temat konkretnych egzemplarzy, ale też historii polskiego radia. Właściwie, to wybieram się tam ponownie, ale chcę nagrać co ten pan ma do powiedzenia. Może fragment filmu czy choćby kilka fotografii tu zamieszczę.), z drugiej zaś, zastanawiam się czy nie jest to z ich strony jakaś rekompensata czegoś istotnego, co przeszło obok i tylko znaczki im pozostały.
Tymczasem rozejrzałem się po półkach i szufladach, i znalazłem 9 biletów komunikacyjnych. Tyle ich mam w domu po ponad pięćdziesięciu latach podróżowania. Wszystkie pokazuję powyżej. Nawet te kilka sztuk tworzy ciekawą kolekcję, choć całkowicie przypadkową i niezamierzoną. Mamy tam piękny bilet krakowski (oczywiście mam do niego zastrzeżenia, ale w kontekście tych konkretnych wyróżnia się in plus). Na drugim miejscu bym postawił poznański, a zaraz za nim bądź ex aequo, wiedeński. Paryski natomiast budzi mieszane uczucia: jest albo genialnie prosty, bądź niechlujny w stopniu kompletnego olania pasażera. Podoba mi się. Podoba mi się pomysł i arogancka prostota. Ma wszystko co bilet powinien mieć - pasek magnetyczny i kilka słów, a raczej znaków na temat do czego służy. Kupuje się go, jedzie, wyrzuca do kosza. Cała kwintesencja biletu. A nawet ma jedną dodatkową cechę wskazującą na jednorazowy charakter — blednie. Jest drukowany tak jak rachunki sklepowe, jeśli się nie zrobi kserokopii, po roku zapomnij o reklamacjach. Być może powinienem mu dać pierwsze miejsce. Niech więc pozostanie gwiazdą specjalną poza konkursem. Ostatnie miejsce bez wątpliwości należy się nowojorskiej karcie na metro. Tu ciekawostka “metro” w nazwie nie dotyczy metra, bo u nich to “subway”, nie mylić z brytyjskimi przejściami podziemnymi, a miasta od greckiego μητρόπολις. Tak czy inaczej gniot do potęgi. Ominąłem bilet kolejowy, bo jest oczywisty i taki jak bilet paryski: funkcjonalny, ale bez tej nadsekwańskiej fantazji. A warszawski, lub raczej dwa, które pokazałem, dobowy i jednoprzejazdowy, są poprawne i nudne.

Świetny blog . Dołączyłam do obserwatorów i liczę na rewanż ;*
OdpowiedzUsuń na zawsze