- Miałem przyjaciółkę. Wspólny znajomy nas poznał trochę dla żartu. Dał mi jej telefon i powiedział, że chce się ze mną spotkać. Zadzwoniłem. Okazało się, że nie chce i nie ma pojęcia kim jestem. Była oburzona. Nie na mnie, na naszego kolegę. Właściwie na tym powinna się nasza znajomość zakończyć, ale coś miała w głosie… Zdzwoniłem za kilka dni i spytałem czy nie zechciałby się ze mną spotkać mimo wszystko. Nasza znajomość czy przyjaźń trwała wiele lat… Dlaczego ci o tym mówię? bo spytałaś czy zdarzyło mi się kiedyś zawieść przyjaciela. Odpowiedziałem Ci, że nie. Potem asekuracyjnie dodałem, że chyba nie, albo przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. Nie myślałem wtedy o Oli. Zastanawiałem się nad twoim pytaniem przez następnych kilka dni i nie znalazłem odpowiedzi. To znaczy, nie znalazłem w sobie winy, co nadal mnie nie satysfakcjonowało, bo to nie była odpowiedź na twoje pytanie. Przestałem o tym myśleć.
Maria dotychczas nieruchomo chłonąca promienie, na wznak, obróciła się rytualnie jak ludzie na plaży mają to w zwyczaju, trochę przez poczucie obowiązku, bardziej z nudów i niespodziewanie usiadła, spojrzała dziadkowi w oczy - Mówisz mi o tym, bo po kilku miesiącach… zaraz to już pół roku od tego czasu minęło, znalazłeś?
- Nie wiem.
- Nie wiesz?
- Chciałem ciebie o to zapytać. – Odwrócił się od niej i wzrokiem podążył za parą starszych ludzi. On siedział na wózku inwalidzkim i zdawać by się mogło nie reaguje na żadne sygnały, tępo wpatrując się w nieokreślony punkt bardziej wewnątrz siebie niż na zewnątrz, ona z dużym wysiłkiem pchała wózek po chodniku miejscami zasypanym nawianym z plaży piachem, cały czas mu coś mówiąc, pokazując i tłumacząc.
- Znasz ich? – spytała Maria – To ją zawiodłeś, to Ola?
- Nie – roześmiał się dziadek – on jest bardziej do Oli podobny. Teraz dopiero mi ją przypomniał. Po kilku latach naszej znajomości, nagle zniknęła. Dzwoniłem, ale nikt nie odbierał telefonu. Poszedłem do niej, ale nikogo nie zastałem. Napisałem, ale nikt nie odpowiedział. Ta sytuacja trwała wiele tygodni. Pytałem sąsiadów. Mieszkanie stało puste. Któregoś dnia spotkałem pana w średnim wieku pchającego w parku wózek. Wewnątrz była wpatrująca się w nicość postać. Najpierw minąłem ich obojętnie, ale musiałem zawrócić, coś w tej obcej twarzy wydało mi się znajome. Dałem ręką znać pchającemu, żeby się zatrzymał i niedowierzając własnym oczom ujrzałem w wózku Olę starszą o kilkanaście lat od tej, którą nie tak dawno temu widziałem. Nie słyszała jak do niej mówiłem, nie zareagowała nawet na moją obecność dalej się wpatrując jakiś punkt na niebie.
- Nie ma sensu – odpowiedział jej ojciec (nie znałem go wcześniej) – nie rozpoznaje nawet mnie. Nie reaguje na nic.
Spytałem czy mógłbym czasem przyjść ją odwiedzić, albo w czymś pomóc
- Odwiedzić tak, Pomóc nie potrzeba. Jest pod dobrą opieką.
- Rok czy coś koło tego widywaliśmy się sporadycznie. To znaczy ja ją widywałem. Nie wiem czy ona mnie. Teraz sobie pomyślałem, patrząc na tę parę, jak wiele trzeba miłości czy bo ja wiem… poczucia obowiązku, żeby wytrwać przy człowieku dotkniętym taką chorobą. Gdybym wcześniej się z Aleksandrą związał, to nie jej ojciec, a ja bym ten wózek pchał, ale czy to, że się z nią nie związałem, dało mi prawo, żeby tego nie robić? Nie myślałem o tym nigdy. Teraz dopiero.
Maria nic nie odpowiedziała, przytuliła się do dziadka i milczała. Pierwszy raz się do niego przytuliła. Objął ją ramieniem jak wnuczkę, choć była od jego wnuka młodsza o kilka ładnych lat. Siedzieli tak do zachodu słońca i żadne się nie poruszyło, ani nic nie powiedziało.

Chcialabym cos madrego powiedziec ale jakos nie umiem. Mialam podobny przypadek w rodzinie. Podobny w tym sensie, bo tez byl ktos, kogo nalezalo pielegnowac dlugie lata. Przejal to brat mojego meza, mieszkajacy w tym samym domu. Wyparlam z pamieci ile lat to trwalo.
OdpowiedzUsuń na zawszeSama nie wiem, czy samam bylabym gotowa do takich poswiecen.
pozdrawiam!
Asha:
OdpowiedzUsuń na zawszeTeż chciałem Ci coś mądrego odpisać, ale za mało mądrości we mnie. :)
Pozdrawiam.