All About Steve (2009 USA). Nie mam pojęcia po co taki film ktoś zrobił. Chyba tylko dla Sandry Bullock, żeby mogła spłacić nowy dom w LA. Ten dom spłaci, ale na jej następny film nikt nie pójdzie. Nie będę się wdawał w szczegóły, bo szkoda czasu. Jeśli ktoś ma IQ na poziomie 70 (nie ważne w jakiej skali, bo niżej są już tylko upośledzeni umysłowo), będzie zachwycony po wyjściu z kina. Film nie jest kompletną szmirą. Ma wartką akcję, niesie szczytne treści, miejscami jest zabawny, miejscami wzruszający, nawet ze dwa czy trzy dialogi są inteligentne. Dotrwałem do końca.
Furry Vengeance (2010 USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie). Dla dzieci. Zaznaczam, dla małych dzieci. Większe się znudzą. Futrzaki walczą o swój las. Źli inwestorzy chcą tam zbudować osiedle mieszkaniowe. Nie mam pojęcia jak się film skończył (może wypchali zwierzaki i postawili w szklanej gablocie w osiedlowej izbie pamięci?), nie dotrwałem do końca. Tyle ile zobaczyłam wystarczyło mi. Jeśli zakończenie filmu jest inne niż w mym czarnym scenariuszu, to sześciolatki, lub ci z kategorii około “70” będą zachwyceni. Może miałem akurat zły dzień, że nie wytrwałem, bo lubię filmy dla dzieci.
A Numbers Game (USA 2010). Przepraszam, że tytuły filmów piszę w wersji oryginalnej lub angielskiej, ale nie znoszę polskich tłumaczeń. Działają mi na nerwy i dostaję wysypki. Jak można na przykład z Cat’s Cradle Kurta Vonneguta, zrobić Kocią kołyskę? Co to jest Kocia kołyska!? …no OK, nie mówię o wrocławskiej knajpie, ale tak poza tym? Nikt nie wie! Nie ma czegoś takiego. Natomiast każde amerykańskie dziecko natychmiast nie tylko odpowie na to pytanie, ale i zademonstruje (pod warunkiem, że ma akurat odrobinę sznurka przy sobie). Nie jest to przykład skrajny, pierwszy jaki mi przyszedł do głowy.
Wracając jednak do tematu… A Numbers Game jest najlepszym filmem z tej trójki, co nie znaczy, że dobrym. Ukazuje heroiczną walkę telemarketingowców o byt. Główny bohater (Steven Bauer), wkracza do akcji na prośbę szefa firmy telemarketingowej aby uratować od upadku jeden z jej oddziałów, którego szefową jest “śliczna” (cudzysłów, bo taką gra, a jaka jest… de gustibus non est disputandum) blondynka (Madison Walls). Dalej wszystko już widzieliście w innych filmach. Szkoda czasu, a zwłaszcza pieniędzy, aby iść na ten film do kina. Poczekajcie, aż będzie w telewizji, wtedy można bez poczucia straty przełączyć kanał. Jeśli się akurat spodoba, to obejrzeć do końca, bez poczucia straty, że się go wcześniej nie obejrzało.
Staram się teraz szybko wywołać z pamięci cokolwiek na obronę tego filmu, żeby nie było, że marudzę… Przykro mi, więcej bym znalazł na obronę Futrzaków.

0 - napisz coś:
Prześlij komentarz