Piszę opowiadanie. Lubię ten stan, kiedy wszystkie myśli koncentrują się wokół jednego. Telefon, który miałem wykonać (wykonać telefon?) po południu, właśnie przed chwilą poczyniłem (skoro da się wykonać czy realizować, też i poczynić można). Mam świadomość upływu czasu. Obserwuję małą wskazówkę na zegarze. Gdy przechodziła nad dwójką pomyślałem sobie – teraz. Jak przechodziła nad trójką – no już. Jednak pisanie odciągało mnie od zrobienia telefonu (szukam dalej). Pisząc, kątem oka śledziłem dziki pęd małej wskazówki. Ocknąłem się o 22:45, ale bardziej z głodu niż z poczucia obowiązku. Wypadłem na moment z transu. Zjadłem coś, zadzwoniłem (wydawać by się mogło, że to najlepsze co mogłem zrobić z powyższego, ale już dawno ten dźwięk nie przypomina dzwonienia, a sama czynność tak zwanego nie ma z nim nic wspólnego). Dostałem słuszny opieprz za późną porę i mniej słuszną reprymendę za marnowanie czasu, zamiast robienia czegoś pożytecznego. Czemu mam się komuś tłumaczyć z tego co robię? A jeszcze ciekawsze – dlaczego mnie to obchodzi? Mój bohater ma podobne problemy, bo nie da się zbyt daleko uciec od siebie. (Niektórzy przekręcają, ale konia z rzędem temu, kto ma tarczę.)
Len + duże koraliki = Naszyjnik.
-
Pogoda piękna, za chwile słoneczko się pojawi. I słoneczne naszyjniki
pojawili się na moim blogu. Tym razem drewniane kulki - i duże, i średnie,
i małe. K...
wczoraj

;) zgadzam się! Pora zbyt późna na dzwonienie... chyba, że dzwoni się do bardzo bliskiej osoby :)
OdpowiedzUsuń na zawsze